Nie wydawaj fortuny na szafę wnękową. W moim mieszkaniu kupiłam zwykłą wersalkę za 300 zł z drugiej ręki, a do niej zamówiłam w stolarzu prosty stelaż z półkami ze sklejki za 150 zł. Efekt? Wygląda jak zabudowa na wymiar, a kosztuje mniej niż jedna półka z marketu. Do tego dorzuć kosze z IKEI za 20 zł na pościel i buty – i masz miejsce na wszystko, nawet w kawalerce o powierzchni 25 metrów.
Jeśli masz mały metraż, musisz kombinować z funkcjami mebli. Kiedyś myślałam, że kanapa z funkcją spania to luksus dla bogatych, ale okazało się, że w promocji mogę dostać model z mechanizmem DL za 600 złotych. To rozwiązanie ratuje dupę, gdy przyjeżdżają goście na noc, a nie masz drugiego pokoju. Tylko uważaj na tapicerkę welurową – jest piękna, ale przy codziennym spaniu szybko się mechaci. Lepiej postawić na gruby len lub mikrofibrę, które są tańsze i łatwiejsze w czyszczeniu.
W kuchni o powierzchni mniejszej niż dziesięć metrów kwadratowych nie ma miejsca na błędy. Największym problemem, jaki spotkałam u klientów, jest brak miejsca do przechowywania rzeczy, które nie mieszczą się w standardowych szafkach. Pościel, ręczniki, zapasowe obrusy czy nawet książki kucharskie lądują wtedy na blatach, tworząc bałagan. Rozwiązaniem, które stosuję od lat, jest wykorzystanie przestrzeni pod oknem lub nad lodówką na dodatkowe szafki wiszące. W jednym z projektów udało mi się zamontować wąską szafkę z wysuwanymi koszami o głębokości zaledwie trzydziestu centymetrów, która pomieściła wszystkie przyprawy i oleje. Jeśli masz niskie sufity, postaw na szafki sięgające samego blatu, unikaj otwartych półek, bo szybko się kurzą i wymagają ciągłego sprzątania.
Kuchnia to miejsce, gdzie łatwo przepłacić. Zamiast wymieniać fronty szafek, pomalowałam je farbą tablicową. Teraz mogę pisać na nich listę zakupów kredą. Blat z płyty laminowanej zamaskowałam samoprzylepną folią w marmurkowy wzór – kosztowała dziesięć złotych. Półki na przyprawy zrobiłam z desek po starym łóżku. Nawet drobne elementy, jak uchwyty do szafek, można kupić w paczkach na aukcjach internetowych za grosze. Budżetowa aranżacja wnętrz polega na tym, by patrzeć na przedmioty z innej perspektywy. Stara drabina po pomalowaniu staje się regałem na ręczniki, a puszki po farbie zamieniają się w pojemniki na drobiazgi.
Jeśli masz w kuchni wnękę po starym piecu lub nieużywany komin, nie marnuj tej przestrzeni. U jednej z klientek udało mi się zamontować w takiej wnęce wąską szafkę z wysuwanymi półkami na przyprawy i oleje, a nad nią małą półkę na książki kucharskie. W innym projekcie wnęka posłużyła jako miejsce na lodówkę w zabudowie, co optycznie powiększyło pomieszczenie. Z kolei w kuchni z wysokim parapetem zrobiłam blat roboczy, który jednocześnie służy jako stolik śniadaniowy. Nie bój się nietypowych rozwiązań, bo często to właśnie one ratują małe metraże przed chaosem.
Często zapominamy o tym, jak ważne jest pierwsze wrażenie po wejściu do przedpokoju. To on nadaje ton całemu mieszkaniu. W jednym z projektów miałam wąski korytarz o szerokości stu dziesięciu centymetrów, gdzie klasyczna szafa zabierała całą przestrzeń. Zamiast niej postawiłam wieszak ścienny z półką na buty i lustro w pełnej wysokości. Zabieg sprawił, że przedpokój stał się wizualnie szerszy, a kupujący od razu zauważali potencjał na przechowywanie. Do tego dodałam jasną tapicerka welurowa na pufie, która wprowadziła odrobinę luksusu bez przytłaczania. Te detale robią ogromną różnicę, zwłaszcza gdy konkurencja w okolicy jest spora.
Nie można też zapominać o kwestii gości, bo to częsty problem w polskich mieszkaniach. W jednym z projektów dla pary z małym dzieckiem musiałam pogodzić funkcję pokoju dziennego z miejscem do spania dla odwiedzających teściów. Rozwiązaniem okazała się wersalka o szerokości stu czterdziestu centymetrów, która na co dzień służyła jako kanapa, a po rozłożeniu dawała wygodne łóżko. Wybrałam model ze stelaz listwowy, który zapewnia odpowiednie podparcie kręgosłupa, w przeciwieństwie do tanich sprężynowych odpowiedników. Do tego dodałam poduszki dekoracyjne w stonowanych kolorach, które maskowały funkcję spania w ciągu dnia. Sprzedaż poszła błyskawicznie.
Mam za sobą kilkanaście przygotowań mieszkań do sprzedaży i powiem wam szczerze – home staging to nie jest żadna magia, tylko konkretna praca z przestrzenią. Największym błędem, jaki popełniają sprzedający, jest zostawianie w mieszkaniu swoich rzeczy i liczenie, że kupujący sam wyobrazi sobie potencjał. Tymczasem to właśnie home staging sprawia, że potencjalny nabywca wchodzi do środka i czuje się jak u siebie, a nie jak w cudzym domu. Pamiętam jedno mieszkanie na Mokotowie, które stało na rynku cztery miesiące. Po mojej interwencji sprzedało się w trzy tygodnie. Kluczem było usunięcie wszystkich osobistych fotografii i wielkiego regału z książkami, który przytłaczał salon.
- ID: 194639


Reviews
There are no reviews yet.