Przechowywanie to pięta achillesowa każdego małego mieszkania. Zamiast kupować osobny pojemnik na pościel, postawiłam na łóżko z pojemnikiem na pościel. To niby oczywiste, ale większość znajomych ma zwykłe ramy, pod które wpada kurz i kocie zabawki. U mnie pod materacem piankowym o grubości 16 centymetrów kryją się koce, zapasowe prześcieradła i poduszki dla gości. Stelaz listwowy zapewnia cyrkulację powietrza, więc nie martwię się o wilgoć. A gdy ktoś pyta, skąd biorę tyle miejsca, odpowiadam, że z podłogi, która wcześniej była pusta.
Zdarza się, że klienci pytają mnie, czy tapczan rozkładany może zastąpić tradycyjne łóżko. Odpowiadam: to zależy od tego, jak często będziecie spać na nim na stałe. Jeśli codziennie, warto zainwestować w model z porządnym materacem piankowym i stelazem listwowym, który nie odkształci się po kilku miesiącach. Wtedy tapczan rozkładany spokojnie może służyć jako główne łóżko. Ale jeśli planujecie go używać tylko dla gości, wystarczy tańszy wariant z cieńszym materacem. Pamiętajcie tylko, że wersalka czy kanapa z funkcja spania to zupełnie inna liga – często mają gorsze parametry spania niż tapczan rozkładany.
Kiedy szukałam informacji o tapczanach rozkładanych, trafiłam na wiele mitów. Jeden z nich mówił, że wszystkie rozkładane meble do spania są niewygodne. Prawda jest taka, że klucz leży w jakości materaca i stelaża. Wybrałam model z elastycznym stelazem listwowym, który dopasowuje się do kształtu ciała, oraz materacem piankowym o gęstości trzydziestu pięciu kilogramów na metr sześcienny. Dzięki temu tapczan rozkładany sprawdza się zarówno do codziennego siedzenia, jak i spania. Po roku użytkowania nie pojawiły się żadne odkształcenia, a sprężyny nie skrzypią. Warto wydać trochę więcej na porządny stelaż, bo to on decyduje o trwałości.
Styl boho często kojarzy się z bałaganem artystycznym, ale ja walczę z nim każdego dnia. W moim salonie wiszą dwie duże makramy, które robiłam przez trzy wieczory, ale żadna z nich nie zbiera kurzu, bo regularnie trzepię je na balkonie. Na podłodze leży dywan z frędzlami, ale tylko w strefie wypoczynkowej, żeby nie przeszkadzał przy odkurzaniu. Zasłony z lnu są długie, ale nie sięgają podłogi, bo kot lubi na nich wisieć. Każdy element ma swoje miejsce, nawet jeśli wygląda, jakby rzucił go tam wiatr.
Kiedy myślę o kolejnych zmianach, wiem, że ogranicza mnie tylko przestrzeń. Marzy mi się większa jadalnia, ale na razie stół rozkładany z krzesłami w różnych stylach musi wystarczyć. W boho chodzi o niedoskonałość, ale nie o chaos. Dlatego wszystkie dodatki, od poduszek po doniczki, mają wspólny mianownik w postaci naturalnych materiałów. Rattan, len, bawełna, drewno. Żadnego plastiku, żadnych syntetyków. Nawet ramki na zdjęcia są z surowego drewna, które z czasem nabiera patyny.
W kwestii stylu i koloru tapicerki, radzę wybierać praktyczne odcienie. Tapicerka welurowa w szarości lub granacie maskuje zabrudzenia lepiej niż beż czy biel. U mojej siostry w mieszkaniu stanął tapczan w kolorze musztardowym – wygląda świetnie, ale po roku używania widać na nim każde kropelki kawy. Dlatego jeśli macie małe dzieci lub często pijecie kawę na kanapie, lepiej postawić na tapicerkę welurową w ciemniejszym odcieniu. Welur jest też łatwy do odkurzania i nie łapie kurzu tak jak len czy bawełna. A przy codziennym rozkładaniu i składaniu tapczanu to ważne, żeby materiał nie mechacił się po kilku tygodniach.
Największym problemem okazało się oświetlenie. W starym budownictwie jest tylko jeden kinkiet w przedpokoju i sufitówka w pokoju. Bez dodatkowych źródeł światła wnętrze w stylu boho wygląda płasko i smutno. Postawiłam na trzy lampy stojące z rattanu, które dają ciepłe, rozproszone światło. Jedna stoi przy kanapie, druga w kącie do czytania, trzecia przy łóżku. Do tego girlanda z żarówek na ścianie, która wieczorem tworzy nastrój jak w marokańskim riadzie. Teraz nawet w pochmurny dzień mieszkanie ma duszę.
Kiedy przychodzi do zakupu, najważniejsze jest to, co kryje się pod tapicerką. Nie dajcie się zwieść ładnemu wyglądowi. Kluczowy jest mechanizm rozkładania. Moim ulubionym rozwiązaniem jest mechanizm DL, który pozwala rozłożyć tapczan bez konieczności odsuwania go od ściany. To ogromna zaleta w małych pokojach, gdzie każdy centymetr jest zaplanowany. Przy mechanizmie DL wystarczy pociągnąć za pas i siedzisko wysuwa się do przodu, a oparcie opada na puste miejsce. Sprawdziłam to u siebie – rozkładanie trwa dosłownie kilka sekund i nie wymaga przenoszenia stolika kawowego czy innych mebli.
Kolejna rzecz, która często umyka uwadze, to stelaż. W tanich tapczanach producenci dają cienkie listewki, które po roku uginają się pod ciężarem ciała. Dlatego zawsze polecam model ze stelazem listwowym. To taka kratownica z wygiętych listew, która idealnie dopasowuje się do kształtów ciała i zapewnia odpowiednią wentylację materaca. Stelaz listwowy to nie fanaberia, tylko gwarancja, że tapczan nie zacznie po kilku miesiącach trzeszczeć i uginać się w środku. Do tego solidny materac piankowy o grubości minimum 16 centymetrów – pianka wysokoelastyczna odkształca się pod naciskiem, ale wraca do pierwotnego kształtu, więc nie powstają trwałe wgniecenia.
- ID: 203692


Reviews
There are no reviews yet.