Prawdziwy prowansalski klimat tworzą dodatki, które mają swoją historię. Stary młynek do kawy, ceramiczna miska z uchem, lniany ręcznik w paski. Nie bójcie się łączyć różnych odcieni bieli – kości słoniowej, kremowego, łamanej bieli. W jednym z moich projektów wykorzystałam materac piankowy o grubości 20 cm na starym, odziedziczonym stelażu z żeliwnymi nogami. Pomalowałam go na biało, a obok postawiłam wiklinowy fotel z poduszką. Efekt? Pokój wyglądał jak z magazynu wnętrzarskiego. Pamiętajcie o ziołach w doniczkach na parapecie – rozmaryn i tymianek pachną i dodają życia.
Kiedy pierwszy raz zobaczyłam zdjęcia prowansalskich domów z lawendowymi polami za oknem, pomyślałam, że to nierealne w moim bloku z wielkiej płyty. Ale po latach aranżacji małych mieszkań wiem, że styl prowansalski wcale nie wymaga wiejskiego domku z kamienia. Wystarczy kilka sprytnych trików, by przenieść śródziemnomorski klimat do miejskiej klitki. Klucz leży w fakturach – lniane firanki, bawełniane poszewki na poduszki i matowe drewno. Unikajcie błyszczących powierzchni, bo one zabijają cały urok. Największym wyzwaniem bywa przechowywanie. Lawendowe zapachy i wiklinowe kosze to dopiero początek, a gdzie schować pościel gościnną czy zimowe koce?
Nie oszukujmy się, posiadanie zwierząt to ciągłe kompromisy. Moje ulubione lniane zasłony musiałam wymienić na grubsze bawełniane, bo kot wybierał sobie w nich dziury, a pies strącał je ogonem. Zrezygnowałam też z dywanu z długim włosiem – teraz mam krótki, gładki model, który można szybko wyczyścić. Ale za to zyskałam spokój ducha, bo wiem, że moje wnętrza dla zwierząt są bezpieczne i funkcjonalne. Najważniejsze, żeby materiały były łatwe w utrzymaniu – welur, mikrofibra, dobrze zabezpieczone drewno.
Jednym z najczęstszych problemów, z jakimi się spotykam, jest brak miejsca do spania dla gości. W stylu prowansalskim świetnie sprawdza się kanapa z funkcją spania, ale trzeba ją mądrze wybrać. Zwróćcie uwagę na tapicerka welurowa – brzmi luksusowo, ale w praktyce przyciąga kurz i sierść, więc w małym mieszkaniu lepiej postawić na len lub bawełnę z domieszką poliestru. Ja polecam model z mechanizmem DL, który pozwala szybko rozłożyć kanapę bez przesuwania mebli. Poduszki dekoracyjne w lawendowym odcieniu i lniany pled dopełnią klimatu. Pamiętajcie tylko, żeby codziennie składać pościel – inaczej salon zamieni się w sypialnię na stałe.
W sypialni kluczową rolę odgrywa łóżko. Jeśli macie małe pomieszczenie, wybierzcie model z pojemnikiem na pościel i niskim stelażem. Kanapa z funkcją spania w salonie powinna mieć tapicerka welurowa tylko wtedy, gdy macie odkurzacz z filtrem HEPA. W przeciwnym razie wybierzcie len – łatwiej go wyczyścić. Ja u siebie zastosowałam wersalka w przedpokoju, co brzmi szalenie, ale w bloku z kawalerką to jedyna opcja. Rozkładam ją tylko na noc, a w dzień służy jako siedzisko przy stoliku. Lawendowa pościel w kratkę i poduszka z haftem dopełniają stylizacji.
Kolejny problem pojawił się, gdy rodzice zapowiedzieli wizytę na weekend. Na poddaszu nie ma osobnego pokoju gościnnego, a kanapa z funkcją spania wydawała się oczywistym wyborem. Przez dwa tygodnie mierzyłam różne modele, aż trafiłam na narożnik z mechanizmem DL, który rozkłada się do płaskiej powierzchni bez podnoszenia siedziska. Ma pojemny schowek w podstawie, gdzie trzymam poduszki i koce. W salonie pod skosem ustawiłam go tak, żeby po rozłożeniu nie blokował przejścia do kuchni. Do spania dla gości dokupiłam dodatkowy materac piankowy o grubości 8 centymetrów, który kładę na wierzchu – wtedy nawet osoby z wrażliwym kręgosłupem śpią wygodnie.
Oświetlenie na poddaszu wymagało trzech prób i błędów. Centralny żyrandol wiszący w najwyższym punkcie dawał nierównomierne światło – przy skosach robiło się ciemno. Zastąpiłam go systemem szyn z ruchomymi reflektorami, które mogę kierować w różne strony. Pod skosami przykleiłam taśmy LED w aluminiowych profilach, które oświetlają wnęki i optycznie podnoszą sufit. Dwie lampy stojące z abażurami z tkaniny dają przytulne, rozproszone światło wieczorem. Kluczem okazało się unikanie jednego źródła światła na rzecz kilku mniejszych punktów – to zmieniło całe wrażenie z klaustrofobicznego na przestronne.
Największym wyzwaniem okazało się wkomponowanie wszystkich akcesoriów w nieduże mieszkanie. Mój salon ma ledwie dwadzieścia metrów, a potrzebowałam miejsca dla psa, kota i dla siebie. Zdecydowałam się na lozko z pojemnikiem na posciel, które służy mi za sypialnię, a za dnia zamienia się w strefę relaksu. W środku trzymam zapas koców i ręczników, które zawsze przydają się po spacerze w deszczu. To rozwiązanie uratowało mnie przed wiecznym bałaganem – wcześniej wszystko leżało na wierzchu, a ja czułam się jak w magazynie zoologicznym.
- ID: 203950


Reviews
There are no reviews yet.