Salon to serce domu, ale często staje się polem bitwy między marzeniami a rzeczywistością. Gdy projektuję wnętrza w stylu boho dla klientów, zawsze zaczynam od jednego pytania: jak naprawdę będziecie tu żyć? Bo meble do salonu mogą wyglądać obłędnie na zdjęciach, a potem okazuje się, że nie ma gdzie schować koca, a na kanapie śpi się jak na desce. Znam to z własnego podwórka – sama przez lata miałam wielką, puszystą sofę, która wyglądała jak z katalogu, ale po dwóch godzinach siedzenia bolały mnie plecy. Dopiero gdy wymieniłam ją na model z 16 cm materacem piankowym na stelazu listwowym, zrozumiałam, że wygoda to nie opcja, a podstawa. W małych mieszkaniach każdy centymetr ma znaczenie, dlatego zamiast kupować przypadkowy narożnik, lepiej od razu przemyśleć, czy sofa nie będzie czasem łóżkiem dla gości.
Zabralam sie za wyburzenie sciany miedzy kuchnia a salonem, bo chcialam otwarta przestrzen. Okazalo sie, ze to nie jest sciana nosna, ale i tak dostalam pozwolenie od administracji. Po wyburzeniu mialam wieksze wrazenie przestrzeni, sie problem – gdzie schowac naczynia i garnki, ktorych kiedys nie widac. Zdecydowalam sie na wysokie szafki siegajace sufitu, co okazalo sie zbawienne. Zamowilam je na wymiar u stolarza, bo gotowe rozwiazania z marketu nie pasowaly do moich wymiarow. Pamietam, jak mierzylam odleglosc od okna do sciany trzy razy, bo balam sie bledu. Remont kuchni to ciagla walka z perfekcjonizmem i rzeczywistoscia – plytki, ktore wybralam w sklepie, w swietle dziennym wygladaly inaczej.
Kuchnia w małym mieszkaniu to pole bitwy o każdy centymetr blatów. Zamiast tradycyjnych szafek górnych wybrałam otwarte półki – ale tylko na codzienne naczynia. Garnki i patelnie lądują w wysuwanych szufladach pod blatem. Jedna z moich klientek, która miała tylko 4 metry kwadratowe kuchni, zamontowała składany blat na ścianie. Gdy gotuje, rozkłada go i ma dodatkowe 60 cm powierzchni. Po obiedzie po prostu składa – i znów jest przestrzeń do przejścia. Takie drobne triki sprawiają, że aranżacja poddasza małego mieszkania przestaje być udręką.
Zastanów się, jak często używasz salonu do spania. Jeśli raz na pół roku przyjeżdża gość, to narożnik z funkcją spania może być przesadą – wtedy kanapa z pojemnikiem na pościel wystarczy, a resztę przestrzeni zagospodarujesz na regał lub biurko. Ale jeśli rodzina nocuje u ciebie co weekend, to wersalka z rozkładanym materacem 15 cm da im lepszy sen niż narożnik z wąskim legowiskiem. W jednym z mieszkań, które urządzałam, klientka wybrała narożnik z mechanizmem DL, bo chciała mieć spanie dla dwojga – okazało się, że po rozłożeniu materac ma tylko 120 cm szerokości, a goście skarżyli się na brak miejsca. Zawsze pytaj o wymiary rozłożonego mebla w sklepie.
Na koniec mała refleksja z mojej praktyki: nie bójcie się łączyć funkcji. Mebel do salonu nie musi być tylko kanapą. Może być łóżkiem, schowkiem, a nawet biurkiem, jeśli znajdziecie odpowiedni model. Kiedyś urządzałam mieszkanie dla grafika, który pracował z domu – znaleźliśmy sofę z wysuwanym blatem na laptopa i lozko z pojemnikiem na posciel na dokumenty. To nie jest rocket science, tylko kwestia przemyślenia swoich nawyków. Zanim kupicie, usiądźcie na meblu w salonie, połóżcie się, sprawdźcie mechanizm. Bo jak mówię klientom – lepiej wydać więcej raz, niż potem przez lata przeklinać każdą noc na niewygodnej kanapie.
Dla tych, którzy często gością znajomych na noc, polecam rozwiązanie z wersalką. Nie mylcie jej z kanapą z funkcją spania – wersalka to zazwyczaj mniejszy mebel, który wnętrza w stylu minimalistycznym dzień jest siedziskiem, a w nocy rozkłada się na płasko. Idealna do kawalerek, gdzie liczy się każdy metr. Kiedyś urządzałam pokój dla nastolatki, która chciała mieć salon z miejscem do spania dla koleżanek – wybraliśmy wersalkę z trzema skrzyniami na pościel. Rozkłada się w kilka sekund, a pod spodem zmieściły się jeszcze buty i książki. Tylko uwaga na grubość materaca – wersalki często mają cienkie pianki, przez które czujesz stelaz listwowy. Lepiej od razu szukać modelu z 12-14 cm materacem piankowym, inaczej goście będą spać jak na desce.
Problem, który często zgłaszają mi czytelniczki, to brak miejsca na pościel gościnną. W rustykalnym wnętrzu nie chcesz trzymać zapasowych koców w plastikowych torbach. Rozwiązanie mam sprawdzone – stary, drewniany kufer na kółkach. Można go postawić pod oknem, nakryć lnianą serwetą i używać jako siedziska. W środku trzymam cztery komplety pościeli, dwa koce i poduszki ozdobne. Do tego kosz z wikliny na kołdry – wygląda dekoracyjnie, a zajmuje mało miejsca. Jeśli masz więcej przestrzeni, pomyśl o ławie z podnoszonym blatem – to świetny sposób na ukrycie koców i książek. Pamiętaj tylko, żeby wybrać mebel z naturalnego drewna, najlepiej z widocznymi sękami i spękaniami.
- ID: 255370


Reviews
There are no reviews yet.